Teraz na antenie:

Pustki - Tchu mi brak

Teraz na antenie:

Muza Bez Dwóch Zdań

Wkrótce:

Muza Bez Dwóch Zdań

pasek
news ramowka o nas zaloga partnerzy odbior przestrzen
Najszybszy, najbardziej wymagający i wywołujący największy zawód. Mecz Polaków o brązowy medal z Islandią zakończył się porażką 26:29. Ale kibice zdania o drużynie nie zmieniają - z Orłów Wenty można być dumnym.

Dumy i pomysłu na grę nie było widać w pierwszej połowie meczu. Pierwsza bramka padła po długich dwóch minutach zachowawczej gry - z rzutu karnego. I był to ostatni moment, w którym osiągnęliśmy prowadzenie. Islandczycy szybkim atakiem rozmontowali cofniętą i źle zorganizowaną polską obronę i w krótkim czasie zdobyli cztery bramki. Islandczycy byli szybcy, dynamiczni. Polakom za to brakowało atutów, by odpowiedzieć bramkostrzelnym przeciwnikom. Nie pomógł czas wzięty przez Bogdana Wenty, który po żółtej kartce w meczu z Chorwacją (która zdaniem wielu dziennikarzy stała się gwoździem do trumny w półfinale) zdecydowanie spuścił z tonu. Dużo słów, merytorycznych uwag, indywidualnych porad - nie polepszyły gry naszych szczypiornistów. Przewaga Islandczyków powiększyła się do 8 bramek i po pierwszej połowie na tablicy wyświetlał się wynik 10:18.

Nie wiadomo, co Wenta powiedział do zawodników w szatni. Czy tłumaczył, rozpalał nadzieję, grzmiał, może trzaskał drzwiami od szafek zawodników. Wiadomo tylko, że na boisku pojawiła się zupełnie inna drużyna. W kilka chwil Islandczycy zostali rozbici przez świetne rzuty Marcina Lijewskiego i walecznego Bartosza Jureckiego. W decydujących momentach do rywali zbliżała nas stuprocentowa skuteczność zagrań ze skrzydła Tłuczyńskiego. A przede wszystkim gigantyczne obrony Szmala, który obronił pod rząd 2 sytuacje sam na sam. Polakom udało się zniwelować stratę do jednej bramki przy rezultacie 25:26.

Polacy jednak przez cały mecz musieli borykać się z osłabieniami. W żadnym meczu nie zasiadali tyle razy na ławce kar co w meczu o brązowy medal. Znów nie pomagali sędziowie, którzy w bardzo spornych sytuacjach gwizdali przewinienia w ataku. W ostatniej minucie Polacy musieli postawić wszystko na jedną kartę i rzucili się do ataku. Znakomici bramkarze rodzą się nie tylko w Polsce - przy stanie 26:28 zatrzymany został w końcu Tomasz Tłuczyński i po kontrze Sigurdssona wynik ustalono na 26:29.

Polacy wracają więc do kraju bez medalu. Nie można jednak pominąć ważnego sukcesu, jakim jest zapewnienie sobie startu na zbliżających się Mistrzostwach Świata. Awans do półfinału jest też największym naszym osiągnięciem na ME. To jednak tylko sukcesy na papierze. Kadra Wenty może pochwalić się czymś więcej - ambicją, która nie upada nawet w teoretycznie przegranym meczu.