Teraz na antenie:

Artur Gadowski - Zapalniczka

Teraz na antenie:

Muza Bez Dwóch Zdań

Wkrótce:

Muza Bez Dwóch Zdań

pasek
news ramowka o nas zaloga partnerzy odbior przestrzen
Tylko w Radiu17 dowiecie się o więcej o ich debiutanckim albumie , o występie na Openerze i planach na najbliższe miesiące...

Barbara Hendzel: Może się przedstawicie… Skład zespołu… Skąd jesteście..

Agnieszka Kural: Nazywamy się Ms. No One, pochodzimy z Tychów i z Krakowa. Skład zespołu to: Joanna Piwowar – wokal i klawisz, Michał Oleśkiewicz gra na gitarze, Damian Mielec na perkusji, Agnieszka Kural na basie.

BH: Problem definicji, tego co gracie, został rozwiązany przez Tymona Tymańskiego… Wpis został umieszczony na waszej stronie, na myspace… Może coś więcej o tym?

Joanna Piwowar: Tak, my byliśmy mega szczęśliwi, bo to jest to pytanie, którego my nienawidzimy, zresztą jak większość zespołów, bo po pierwsze trudno jest odpowiedzieć na to pytanie, a po drugie ciężko jest odpowiedzieć krótko i sensownie. Po prostu to jest składowa tylu rzeczy, a poza tym to nie do nas należy kategoryzowanie tego, bo my się nad tym nie zastanawiamy zupełnie. Nam samym przyszło do głowy, żeby odpowiedzieć ch*** wie co to jest, a to że jeszcze to powiedział Tymon Tymański, to było bardzo fajne, a tak naprawdę to był taki spory komplement dla nas, bo jeszcze parę innych fajnych rzeczy powiedział poza tą wypowiedzią i czujemy się wyróżnieni, że nasza muzyka też do Biodra dotarła. To jest dla nas bardzo ważne, bo cenimy to, co robi Tymon Tymański i to, jak traktuje rynek muzyczny w Polsce.

BH: Rozmawiamy w przeddzień premiery płyty. Jak pracowało się nad płytą? Czy jesteście zadowoleni z efektu?

AK: Jeśli chodzi o sam etap pracy nad płytą, to mamy wyłącznie dobre wspomnienia z tym związane. Nie spędziliśmy w studiu zbyt wielu dni, ale najpierw były próby, przygotowywaliśmy się do tego, wybraliśmy, które utwory wejdą na płytę, które nie. Później weszliśmy do studia, nagraliśmy ...
JP: I już.
AK: I już.

BH: Zapewnie macie więcej materiału, co zatem zadecydowało o tym, co umieściliście właśnie na tym krążku?

JP: My się nie śpieszyliśmy z nagraniem płyty, dlategonie było tak, że jak zrobiliśmy 12 piosenek, to stwierdziliśmy „Dobra, nagrywamy płytę”, tylko trochę zagraliśmy koncertów, wiedzieliśmy co ma taką formę, z której my jesteśmy zadowoleni, i co warto zarejestrować. I wybraliśmy po prostu te utwory, które naszym zdaniem były takimi już zamkniętymi formami. Ten proces wyglądał tak, ponieważ nasz producent Sławek Bardadyn, czasem nam towarzyszy i grywał z nami koncerty, więc jak już nagraliśmy swoje partie, to on się zajął mixem. Mamy też znajomego, Nicka Buckstera z Londynu, który później to masterował, więc to jest jakby kolektyw, cały projekt Ms. No One. I to jest właśnie fajne, grupa ludzi, która zbiera się przy tych dźwiękach i one w jakiś sposób na nich działają, do tego dochodzi Agata Dębicka, która robi grafiki i klipy, do tego dochodzi Ania Bystrowska, która robi nam zdjęcia. Wszystko to są ludzie, którzy uwierzyli w naszą muzykę, zupełnie bezinteresownie i to jest dla nas bardzo cenne, bo jak wiadomo każdy zespół na etapie wydawania płyt i tych innych działań ceni sobie takie bezinteresowne gesty. I bardzo sobie to cenimy.

BH: Zostaliście docenieni przez radiową Trójkę…

JP: No tak , w zasadzie dzięki Trójce wiele się wydarzyło, bo w zeszłym roku, we wrześniu wzięliśmy udział w festiwalu, w Szczecinie, który się nazywa GRAMY. Tak trochę z doskoku, bo w zasadzie nie do końca wiedzieliśmy co to jest za formuła, i nawet nie wiedzieliśmy, że tam w jury jest Piotr Stelmach z Trójki. Dowiedzieliśmy się o tym na miejscu, potem dowiedzieliśmy się, że ten festiwal wygraliśmy. Jakby na jego zaproszenie pojawiliśmy się w Trójce, i nasza muzyka się tam pojawiła. No i ponieważ odbiór był dosyć pozytywny, zaproponowano nam właśnie zagranie pełnego koncertu z publicznością. I to też było dla nas wyróżnienie, bo nie mieliśmy wtedy żadnej płyty, i w zasadzie nikt nas specjalnie nie kojarzył, ogromnym zaskoczeniem byłodla nas że widownia była zapełniona do ostatniego miejsca. To naprawdę był taki kop do przodu, bezpośrednio po tym zaczęliśmy dogrywać studio, więc z taką dobrą motywacją do tego studia weszliśmy .

BH: Jak się przedstawia wasza sytuacja koncertowa? Gdzie lubicie bardziej? Czy małe kluby, festiwale? Przed wami Open’ er …

AK: Jeśli o mnie chodzi, to ciężko to rozgraniczyć. Bardzo fajne są plenery, festiwale, kiedy jest dużo ludzi, i w ogóle inny rodzaj energii, ale na przykład w takim klubie jak dzisiaj, gdzie teoretycznie miejsca jest mało, ale ludzi przychodzi całkiem sporo, zwykle jest pełna sala. Nie można powiedzieć, że się gra gorzej, po prostu inaczej. Jest lepszy kontakt z publicznością.

JP: Dokładnie, to nie zależy od sali, tylko od ludzi. Czasami mamy dobre wspomnienia z grania w amfiteatrze, a czasami z koncertu, gdzie mieliśmy jedną osobę. Najmniejszy koncert świata, tak. To jest taka energia, która się wytwarza, to może być jedna osoba, to może być sto osób, które zupełnie nie chwytają tego, co się dzieje. To zależy od tego, co się wytworzy, nie zależy od sali i ilości osób, ale od tego, jakie to są osoby i co myślą o naszej muzyce po prostu.

BH: Czy ciąży na was jakaś presja związana z Open’erem?

JP: Nie myślę, że nie. Oczywiście nie będę bagatelizować, „Eee, daj spokój…” . Jesteśmy mega szczęśliwi, bo co tu nie mówić, to jest ogromne wyróżnienie. Na razie jesteśmy trochę zaskoczeni, bo tak naprawdę dowiedzieliśmy się o tym na ostatnią chwilę i teraz dochodzimy do siebie po tym fakcie. Dopiero się przedwczoraj dowiedzieliśmy, i bardzo się cieszymy, ja się osobiście cieszę. Powiedziałam, że ja na Heinekena nigdy nie pojadę, chyba, że mam tam zagrać, więc tak się złożyło fajnie, że możemy tam zagrać. Planujemy zrobić dywersję i założyć koszulki z Tyskim (śmiech). Nie no… żartuję oczywiście. Tak poważnie, naprawdę się cieszymy. Na pewno wiele zespołów by się z nami zamieniło, żeby pojechać tam i zagrać. Wiemy jakie to ma znaczenie.

BH: No tak, ale takie zaproszenie świadczy już o jakiejś popularności, a premiera płyty dopiero jutro…

JP: Powiem tak, z tą popularnością, to tak bez przesady. Wiem, że nasza muzyka ma odbiorców, bo na nasze koncerty przychodzą ludzie, którzy te utwory znają, wydobywają, pytają nas o płyty. W zeszłym roku wydaliśmy EPkę własnym sumptem i udostępnialiśmy w sieci, za darmo. Tylko trzeba było do nas skrobnąć maila i naprawdę mnóstwo ludzi pisało i po tym wiedziałam, że ta muzyka ma odbiorcę. Ci ludzi teraz piszą, pytają kiedy będzie płyta, i ci ludzie są, to nie jest tak, że my robimy to dla siebie. Natomiast ja jestem ostrożna w mówieniu o wielkiej popularności, bo gwiazdy mają główną scenę. To dla nas spore wyróżnienie, świetnie, że to jest nad morzem. Na pewno zagramy najlepiej jak umiemy.

BH: Jakie macie najbliższe plany na koncerty po Open’erze? Przez wakacje, albo jeszcze później w październiku…

JP: W najbliższym czasie gramy 26 czerwca na takiej imprezie, która się nazywa Palinocka, w Raczkach. To jest w Dolinie Rospudy. Bardzo fajna impreza, zapraszamy. Dzień później gramy w Warszawie, 27 czerwca w Time Cafe. To jest na ulicy Smolnej, jak ktoś kojarzy Rondo De Gaullla, tam gdzie jest palma, to jest zaraz tam właśnie. Także jak ktoś będzie przejazdem w Warszawie, to zapraszamy. No a potem gramy w Nowym Targu, 28 sierpnia. Warto zerknąć na naszego myspace’a, bo tam jest wszystko aktualne. I potem mamy serię koncertów już jesienią. Będziemy na Dolnym Śląsku, i nawet w Pradze, jakby ktoś był przejazdem. Trochę będziemy grali.

rozmawiała: Barbara Hendzel