
autor: Barbara Szymczak
Przetarłam oczy ze zdumienia. Rozejrzałam się w około po raz drugi i znowu przetarłam oczy. Zastanawiałam się dłuższą chwilę, czy nie wylądowałam na planie jakiegoś filmu z gatunku science-fiction, ale nie mogłam dostrzec żadnych kamer. Uznałam, że jednak nie. Że to jednak rzeczywistość skrzeczy.
Klony. Wszędzie klony!
Obróciłam głowę w lewo. Tuż obok stała z jakimś kolorowym drinkiem w ręku opalona blondynka w czarnym topie z wielkim, błyszczącym napisem ?HELLO! I?M BLONDE!? . Na drugim planie ? znowu opalona blondynka w czarnym topie!
Obróciłam głowę w prawo. No, jakaś odmiana. Tym razem moim oczętom ukazała się brunetka ? dla odmiany włosy tej były zakręcone ? w białym topie. W tle zobaczyłam jej nieco niższą kopię.
Zwróciłam się w stronę okna. No, przynajmniej moje odbicie nie przypominało ani jednej, ani drugiej.
Zastanowiłam się nad tym poważnie. Ogarnęła mnie jakaś dzika wesołość na myśl, że każda z tych dziewczyn szykując się, chciała wyglądać WYJĄTKOWO. Tak, to dobre słowo. Szkoda tylko, że za żadne skarby świata nie mogłam ich tak określić. Nie ma siły, WYJĄTKOWA nie była żadna z nich.
Podszedł do mnie jeden z klonów blondynki. Dziewczyna z przyklejonym uśmiechem zapytała mnie, czy się czegoś napiję. Nie odpowiadałam dłuższą chwilę, przyglądając się jej przyklejonym rzęsom. Ciekawe, czy użyła tego samego kleju?
Klon ponowił pytanie.
Palnęłam: ?wody?... Sobowtór zmierzył mnie wzrokiem i odszedł. W następnym momencie dostałam szklankę. Do tej pory nie wiem, czy to była ta sama osoba. Głowy sobie uciąć nie dam.
Napiłam się.
Ciekawość zżerała mnie od środka. Chciałam podejść do pierwszej lepszej dziewczyny i sprawdzić, czy nie nosi maski. One nawet z twarzy wyglądały identycznie! (Przynajmniej sądząc po make-upie, nie wiem i nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć, co jest pod nim.) Wyobraziłam sobie, jak stukam w czoło jakiegoś klona i pytam rzeczowym tonem: ?PUK, PUK! Kto jest po drugiej stronie makijażu?? Zachichotałam. Nie, tak nie można. Nie wypada.
Zabrzmiała jakaś znana piosenka i w tej samej chwili ? słowo! ? wszyscy wokół mnie zaczęli w identyczny sposób podrygiwać.
Uszczypnęłam się, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś koszmar z rodzaju tych bardzo realistycznych, po których budzisz się z krzykiem. Niestety. Ten wariant też muszę skreślić.
Zapatrzyłam się na twarz jakiejś rozgadanej czarnulki. Dziewczyna najwyraźniej przyjęła to jako pochwałę swojego wyglądu, bo wyszczerzyła się i powróciła do rozmowy
z jakimś chłopakiem.
Oryginalność. Każdy do niej dąży i każdy robi wszystko, by oryginalnym być. Czy nie jest paradoksem, że właśnie oryginalność oryginalna nie jest? Każda z tych umalowanych, uczesanych i ładnie ubranych dziewczyn stawiała na oryginalność, szykując się na wielkie wyjście. Każda chciała świecić. Coś mi się jednak wydaje, że właśnie to je zgubiło.
Co jest oryginalnego w byciu oryginalnym na siłę? Gimnazjalistki, licealistki, studentki. Wszystkie różni tylko wiek. Jak mam wytłumaczyć to, że gdybym nie zwróciła uwagi na wzrost i dziecięce rysy twarzy, nie domyśliłabym się, na jaką imprezę trafiłam? Każda z nas próbuje być oryginalna, ale właśnie przez to taka nie jest. Łatwiej już chyba być sobą.
Otrząsnęłam się gwałtownie. Niewidzący wzrok przepadł na dobre i znów byłam na tym świecie.
Blondynka z jednej, brunetka z prawej.
I ja!
Artykuły: