Studenckie Radio17

Można inaczej

Teraz na antenie:

Muza Bez Dwóch Zdań

Wkrótce:

Muza Bez Dwóch Zdań

pasek
news ramowka o nas zaloga partnerzy odbior przestrzen

podTEKSTY



Justyna Stańkowska
autor: Justyna Stańkowska
A było to tak. Obudziłam się jak zwykle około 7 rano, wyrwana z błogiego stanu snu krzykiem budzika mojej współlokatorki. Najpierw leniwie otworzyłam prawe oko, następnie z ociąganiem podniosła się powieka oka lewego. Tym oto sposobem uzyskałam stan, w którym to moje oczy mogły rozpocząć bezmyślne, poranne wpatrywanie się w sufit. Wtedy właśnie dokonałam zaskakującego, ale zarazem irytującego spostrzeżenia:
Coś wpadło mi do oka!!!
Lekko poddenerwowana rozpoczęłam wnikliwą analizę obcego bytu, który zagnieździł się bezczelnie, na moim własnym, prywatnym receptorze wzroku. Drogą dedukcji, doszłam do konkluzji, że intruzem tym jest nic innego jak paskudnie poskręcany kłak.
Postanowiłam zachować zimną krew. Mediacje z agresorem rozpoczęłam od konsekwentnego, regularnego mrugania powiekami. Widocznie tylko go rozjuszyłam, bo zamiast zmienić lokum, zaczął podrygiwać w rytm narzucany przez osłonę mojego oka. Udałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem i otwierając jak najszerzej prawe oko, przy pomocy lewej ręki, starałam się palcem wskazującym usunąć wredny kłaczor. Niestety, gmerając palcem w okolicach tęczówki drasnęłam palcem wrażliwe miejsce. Uznałam taką metodę za zbyt inwazyjną i niebezpieczną. Sięgnęłam po mydło o aromacie ?delikatny rumianek?. Nie okazał się on jednak tak delikatny, jak zapewniał mnie producent. Kiedy szorowałam oko z nadzieją na pozbycie się uciążliwej materii, rozpuszczone mydło tak je podrażniło, że oglądając je w lusterku dostrzegałam tylko dwa jego kolory- czerwony i niebieski.
?Boże! Widzisz i nie grzmisz!? Wykrzyczałam. Wracając jednak do nierównego pojedynku: Justyna contra kłaczek to muszę przyznać, że metoda, która pozbawiła moje oko pierwotnych barw, okazała się zbawienna w skutkach. Z podrażnionego oka zaczęły tak gęsto wypływać łzy, że zdołały wypłukać zatwardziałego przeciwnika, który sprytnie ukrył się pod dolna powieką.
Kiedy już zdjęłam go z policzka postanowiłam rozprawić się z nim starożytną metodą ?oko za oko, ząb za ząb?. Bezlitośnie wtykałam mu palec do jego kłaczkowatego oka, a następnie spłukałam go w bezdenną otchłań rur kanalizacyjnych.
Trwającą kwadrans walkę musiałam przypłacić trwającą drugie tyle likwidacją szkód wojennych. Robiłam na przemian okłady z lodu i torebki herbaty, aby zmniejszyć powstałą opuchliznę. Nie odnotowałam rezultatów. Podjęłam ostatnią próbę. Udałam się w kierunku lodówki w celu poszukiwania ogórka, którego plastry mogłyby zlikwidować podrażnienie. Z braku wyżej wymienionego warzywa zdecydowałam się na cukinię, która przypominała nieco ogórek swą zewnętrzną formą.
Rezultatem tej przygody był fakt, że resztę dnia spędziłam w stanie generalnej irytacji i z okularami przeciwsłonecznymi na nosie.
Moje pyrrusowe zwycięstwo przyniosło mi refleksjęJ
My, biedni i zarazem bogaci (duchowo, intelektualnie etc.etc.) studenci miewamy częściej problemy ze wzrokiem. Wszystkie sytuacje, jakie nas spotykają mogę podzielić na 3 grupy:
2) Te, które widzimy, chociaż nie chcemy widzieć,
3) Te, których nie widzimy, chociaż tak bardzo chcielibyśmy zobaczyć,
4) Te, które widzimy, ale staramy się nie dostrzegać;)
Tak więc, po kolei:
Poranna toaleta. Wstaje sobie taka studentka z łóżka. Niczego nie podejrzewając, idzie do łazienki. Staje przed lustrem, patrzy... a tutaj jest. Ogromny pryszczol, który rośnie w jej oczach do rozmiarów Etny, czy innego wulkanu. Nazywa go ?Dżordż? (jak powszechnie wiadomo mniej boimy się tego, co obce, a nazwany imieniem pryszcz nie jest już taki obcy). I modli się w duchu, aby nie pojawił się również Dżordż II i Dżordż III, a później cala dynastia Dżordżów. Studentka ładuje na niego grubą warstwę pudru i stwierdza, że nadal go widzi, mimo że tak bardzo nie chce go widzieć. Do tej samej ?kategorii patrzenia? zaliczyć można oczko w rajstopie i zbędne kilogramy.
Drugi przypadek to ten, kiedy nie widzimy, a tak bardzo chcemy zobaczyć. Znów nasuwa się przykład: student stojący przed bankomatem. Wsuwa kartę w otchłań bezdusznego sprzętu, który oznajmia mu brak dostępnych środków na koncie. Pieczołowicie bada liniami papilarnymi szorstką fakturę wydruku. Niestety, zawodzą nie tylko oczy, które nie widzą pieniędzy, ale też palce, które ich nie czują. No tak, biednemu, to zawsze wiatr w oczy. Podobnie jest z ocenami w indeksie. Dlaczego taki przeciętny żak nie widzi w indeksie 5,0 tylko marne 3,0 a w porywach 3,5?
Ostatni przykład. W ciężkim studenckim żywocie, bywają takie sytuacje, kiedy student mimo całej sprawności narządu wzroku, stara się czegoś nie zobaczyć. Example: kosz ze śmieciami. Chodzi student wokół kosza i wie, (bo student to głupi nie jest), że kosz jest pełny. Stara się jednak tego nie widzieć. Nie patrzy prosto w śmietnikowe oczy. W sumie, gdyby tak zgnieść te puszki, to kosz nie będzie już pełny, a jedynie półpełny.
Mogłabym mnożyć takie przykłady i mnożyć. Ale... Czekajcie... Kurczę, chyba coś mi wpadło do oka!

Justyna Stańkowska
justyna.stankowska@radio17.pl

Artykuły:

Justyna Stańkowska
Asia Sawicka
Barbara Szymczak
Justyna Stańkowska